Nowy Opel Grandland wjeżdża na rynek z siłą godną pięściarza wagi ciężkiej. Jest pewny siebie i odważnie nawiązuje do swojego dziedzictwa. Dodatkowo w wersji Plug-in Hybrid robi to niezwykle eleganckim stylu. Jedzie tak, że po kilku kilometrach łapiesz się na myśli: „chwila… to auto jest naprawdę dobre”.
Siła spokoju
Na papierze wszystko wygląda rozsądnie: niecałe 200 KM, hybryda plug-in, żadnych fajerwerków. A potem wciskasz gaz i okazuje się, że Grandland przyspiesza płynnie, zdecydowanie i robi to z takim spokojem, jakby naprawdę nie robiło to na nim większego wrażenia. Nie czujesz, że się męczy, ono wręcz zachęca: „chcesz szybciej? nie ma problemu” i robi to bez zbędnego teatru. Skrzynia biegów pracuje perfekcyjnie. Zmiany przełożeń są praktycznie niewyczuwalne, wszystko dzieje się w tle, dokładnie tak, jak powinno w samochodzie tej klasy.
Niemiecka sprężystość, nie francuski hamak
I tu zaczyna się najciekawsza część tej historii. Bo Grandland technicznie bazuje na rozwiązaniach znanych z modeli koncernu Stellantis, takich jak Peugeot 5008 czy Citroën C5 Aircross, a to oznacza komfort na poziomie „latającego dywanu”. Tylko że Opel poszedł w zupełnie inną stronę. Zamiast miękkiego bujania dostajemy niemiecką sprężystość, pewność prowadzenia i bardzo przyjemne poczucie kontroli nad samochodem. To nadal jest komfortowy SUV, ale z wyraźnym, niemieckim charakterem. Takim, który nie usypia kierowcy, tylko daje mu poczucie, że wszystko jest dokładnie pod kontrolą. I trzeba przyznać, że ten balans został ustawiony naprawdę dobrze.
Cisza, tempo i brak wysiłku
Na drodze ekspresowej Grandland pokazuje swoją najlepszą stronę. Jedzie stabilnie, pewnie i bardzo spokojnie. To samochód, który nie męczy na długich dystansach. Spalanie? około 6,5 l/100 km na ekspresówce i litr więcej na autostradzie. Jak na rodzinnego SUV-a tej wielkości i mocy, osiąga wynik więcej niż przyzwoity. A jeśli trafisz na odcinek, gdzie ograniczenia prędkości są tylko sugestią (są jeszcze takie za zachodnią granicą), Grandland bez problemu wejdzie w wyższe tempo i zajmie miejsce na lewym pasie. I znów zrobi to w swoim stylu, czyli bez napięcia, bez dramatyzmu, na luziku.
Komfort bez kombinowania
W środku wszystko jest dokładnie takie, jakie powinno być. Fotele są bardzo wygodne, idealne na długie trasy. Opel od wielu lat współpracuje z niemiecką fundacją na rzecz zdrowych pleców, czego efektem jest certyfikat AGR i wygoda podróżowania. Na pokładzie znajdziemy również podgrzewanie siedzeń i kierownicy, które robią robotę zimą, a ergonomia nie zmusza do studiowania instrukcji obsługi. Multimedia? działają sprawnie i co najważniejsze, nie wymagają doktoratu z informatyki, żeby się po nich poruszać. To coś, co zaczynamy doceniać dopiero wtedy, gdy poobcujemy z autami, w których nawet lusterka ustawia się z poziomu ekranu centralnego.
Przestrzeń i detale
Grandland nie zapomina też o tym, że jest samochodem rodzinnym. Bagażnik jest duży, ustawny i zawsze gotowy na wakacyjne scenariusze. A na deser dostajemy coś, co może wydawać się drobiazgiem, ale robi klimat: podświetlane na czerwono logo na tylnej klapie. Niby detal, ale dokładnie taki, który sprawia, że auto zostaje w pamięci.
Opel Grandland Plug-in Hybrid to samochód, który nie próbuje być najbardziej emocjonujący w klasie, nie udaje sportowca, ale nade wszystko nie szuka taniego efektu.Zamiast tego oferuje coś znacznie trudniejszego: spokój, jakość i dopracowanie. I właśnie to okazuje się największym zaskoczeniem, bo okazuje się, że w świecie pełnym samochodów, które próbują być „jakieś”, Grandland po prostu jest bardzo dobry. Trzymam kciuki, żeby to wystarczyło, by przekonać do siebie polskich kierowców.
Michał Garbaczuk